Zofia Rydet
O swojej twórczości
Fotografia ma olbrzymie możliwości i różne oblicza. Aparat jest niemal takim samym narzędziem kreowania własnej myśli i wizji, jak pędzel czy ołówek, jak film czy nawet słowo.
Najważniejsze jest nie jak, a co się chce powiedzieć i w czym widzi się sens twórczości. Zawsze pragnęłam stworzyć coś co wzbudzałoby głęboką wiarę w swą prawdziwość a dzięki temu miałoby moc wzruszenia ludzi i zmuszenia ich do myślenia. Chciałabym aby ludzie nie patrzyli na poszczególne zdjęcia, ale potrafili w nich odczytać właśnie treść, którą pragnęłam im dać.
Callahan powiedział, że nie kompozycja jest ważna a motywacja. Moja motywacja mimo różnych sposobów wypowiedzi jest zawsze ta sama. CZŁOWIEK - oto wielkie słowo.
Z obserwacji psychologicznej, nie z fascynacji fotogenicznością dziecka zrodziła się pierwsza ekspozycja a potem album "MAŁY CZŁOWIEK" (1961). Chciałam pokazać dziecko z całą wielokształtnością przeżyć i reakcji odrzucając stereotyp sielsko-anielskiego dzieciństwa, poprzez odpowiednie zestawy mówić o człowieku, bo jak powiedział Korczak w świecie dziecięcym, dzieje się to wszystko, co dzieje się w brudnym świecie "dorosłych". Nie ma dzieci, są ludzie o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczeń. Dziecko to sto ról, sto masek zdolnego aktora. Motywem wystawy było: poszukaj uśpionej w tym cudzym dziecku własnej cząstki, może dostrzeżesz, a może nawet rozwiniesz.
Druga wystawa "CZAS PRZEMIJANIA" także mówiła o człowieku, mówiła o tych, którzy są już u kresu swego życia, pokazywała zgrzebną, brzydką starość szarych ludzi, emerytów, kruchych niezaradnych staruszek z wszystkimi atrybutami więdnięcia i obumierania, z głębokimi zmarszczkami pokrywającymi twarze, z pochylonymi plecami. Zestawienie z fotografiami rozsypujących się domów, obumierających, więdnących kwiatów mówiło o ulotności życia, jego istocie i prawdziwym sensie. Wystawa miała budzić zrozumienie i współczucie ludzi, których, zagonieni sprawami dnia powszedniego, nie dostrzegamy, a często też potrącamy.
W tej wystawie operowałam również zestawami, aby wzmóc wymowę i siłę oddziaływania.
Wciąż też szukałam nowych środków wyrazowych - zajęłam się fotomontażem. Fotomontaż daje wielką możliwość przetransponowania najgłębszych własnych myśli, uczuć i przeżyć na powstanie zupełnie innego obrazu pozornie nierealnego, ale składającego się przecież z elementów rzeczywistych.
Fotomontaże są w klimacie surrealistyczne i chociaż surrealizm jest w malarstwie już klasyczną formą stylu, w fotografii ma zupełnie inne perspektywy. Dzięki aparaturze rzeczywistość została wprowadzona w obraz, który skomponowany z elementów autentycznych rozszerza wymiary fotografii, przenika w sfery naszych snów i koszmarów.
Mój "ŚWIAT UCZUĆ I WYOBRAŹNI" (rok wyd. 1979) mówi o człowieku zagrożonym już od chwili urodzin, o jego uczuciach i pragnieniach, o samotności, lęku, przed którym ratuje tylko miłość, o strachu przed zagładą i tragedią przemijania.
W 1980 r. powstaje "NIESKOŃCZONOŚĆ DALEKICH DRÓG" - opowieść metaforyczna o życiu i drogach którymi musimy iść, które wciąż są inne, a choć są i otaczają nas znaki kierunkowe, nic one nie znaczą, są nieczytelne i opakowane. Realne są tylko krzyże które tak często spotykamy, tylko jeden kierunek ruchu ku śmierci jest pewny. Całość kończy otwierająca się coraz bardziej brama na olbrzymią przestrzeń oceanu. Końcowe zdjęcia to mistyfikacja życia po życiu - nieostra, zsolaryzowana, robiona w ruchu droga z jasnym punktem na horyzoncie, w którym pokazuje się Chrystus. Druga część wystawy to stojące na podium zadumane stare kobiety, wycięte i przetworzone na rodzaj przestrzennych rzeźb - kobiety rozmyślają. Niżej na podium leży otwarta jak harmonijka księga życia, zapis istotnych faktów, które stają się udziałem każdego człowieka: urodzenie, pierwsze kroki, pierwsze zabawy, dom, szkoła, pierwsza komunia, nauka, dojrzałość, miłość, ślub i nowe urodziny. Między zdjęciami autentyczne fragmenty listów, mówiące o jego życiu. Wszystko robione w sepii. Tylko małe czarno-białe portreciki zmieniającego się bohatera pokazują bieg czasu i zwykłą historię życia. A cały ten cykl rozpoczyna duże zdjęcie czarno-białe nowo narodzonego dziecka na rękach matki, a kończy identyczne w układzie zdjęcie już dorosłego mężczyzny trzymającego tak samo znów swego syna.
W 1978 r. rozpoczęłam swój zapis socjologiczny.
André Bazin napisał "Utrwalić sztucznie wygląd istoty ludzkiej to znaczy wyrwać ją rzece przemijania i załadować na okręt życia."
Właśnie mój "Zapis" miał być takim balsamowaniem czasu, miał czy raczej ma utrwalić to co już się zmienia i co choć jest jeszcze realną rzeczywistością przestaje istnieć i może już w niedługim czasie będzie trudne do wyobrażenia. Ma pokazać wiernie człowieka w codziennym jego otoczeniu, wśród jakby tej otoczki, która z jednej strony staje się dekoracją jego bezpośredniego otoczenia - wnętrza, ale która także pokazuje jego psychikę, mówi czasem o nim więcej niż on sam. "Dom jest miejscem, do którego się wraca, gdzie odnajduje się samego siebie. Bez względu na to czy jest to pałac, szałas, willa, lepianka czy drapacz chmur, dom zawsze stanowi schronienie człowieka przed nękającymi go niepokojami. Dom jest zwierciadłem osoby do której należy, jest również odbiciem społeczeństwa, cywilizacji i kultury, w której powstał. Dom żyje życzeniem swego twórcy, czyli człowieka który w nim mieszka. Dom jest tak przesiąknięty charakterem swego pana, że w rezultacie dom i jego pan to jedno, nie ma dwóch podobnych ludzi, ani dwóch podobnych domów. Każdy ma charakterystyczne tylko dla niego cechy. Człowiek instynktownie i podświadomie dopasowuje dom do siebie". "Ludzie, mieszkania, sprzęty., najbliższe otoczenie człowieka najbardziej naturalne choć kształtowane przez cywilizację i kulturę środowiska jego życia. Zamknięta przestrzeń intymności, rodzinnej wspólnoty, samotności. Miejsce gdzie świat się zaczyna i gdzie kończy. Gdzie trwa to co minęło w pamiątkowym drobiazgu, odziedziczonym przedmiocie, ślubnej fotografii... i gdzie zarazem poprzez święte obrazy, czy krzyż wiszący na - otwiera się perspektywa na inny wymiar czasu, inny sposób istnienia, na rzeczywistość ku której wiodą wszystkie drogi ziemskiego pielgrzymowania. Miejsce codziennych powrotów, azyl wytchnienia po udrękach i radościach każdego kolejnego etapu tej wędrówki - CENTRUM ŚWIATA"
Początkowym moim założeniem było: ważniejsze są przedmioty, wnętrze, człowiek jest tylko elementem określającym to wnętrze, ma być statyczny jakby sam był przedmiotem, wobec tego musi siedzieć na wprost aparatu i patrzeć w obiektyw, zdjęcia będą robione zawsze z tego samego punktu widzenia. Bo przecież miał to być jak najbardziej prosty, obiektywny, autentyczny zapis zastałej rzeczywistości, robionej z chłodnym dystansem.
A tymczasem już w czasie pracy zobaczyłam, że to jednak nabiera zupełnie innych rumieńców, że ten zwykły dokument staje się w moich oczach jakąś wielką prawdą losu ludzkiego, że nie potrafię zachować tego chłodnego dystansu, wręcz przeciwnie, że to angażuje mnie bardziej niż wszystko co do tej pory robiłam, że staje się jakby nową miłością i pasją, przynoszącą nowe perspektywy i siły.
Człowiek, który miał być tylko elementem, jednak był najważniejszym, przy tym to patrzenie w obiektyw tworzy bardzo silną nić między nami, model-aparat-fotograf. Model zdawał sobie sprawę patrząc prosto w obiektyw z "doniosłości chwili", tego jakby uwiecznienia, zatrzymania jego osobowości tylko mu właściwej, z nobilitacji go do jakiegoś symbolu, choć sam nie był wielki. Fotograf był jakby magiem potężnym, bo mającym możność zatrzymania czasu, pokazującego choćby na krótko hydrę śmierci. A aparat był tym głównym instrumentem, czarodziejską skrzynką zatrzymującą obraz.
I tak to stało się niemal narkotykiem. Chodząc całe dnie po wsiach i miastach, wchodząc do domów i spotykając się z tak różnymi ludźmi, zapominałam, że mam ciężki aparat, że boli mnie kręgosłup, że ciężko chodzić mi tak cały dzień.
Te spotkania z ludźmi wciąż nowe i tak bardzo ciekawe dodawały siły. Przy tym uczyły mnie nowej filozofii, nowego wartościowania, stosunku do najbardziej istotnych spraw życia i śmierci. Zrobiłam przeszło 30 000 zdjęć w 20 województwach, przede wszystkim wieś, której obraz zmienia się z olbrzymią szybkością każdego roku, giną stare chaty kryte słomą, giną małe domki drewniane charakterystyczne dla różnych regionów. Giną stare wnętrza chat z rzędami świętych obrazków. Wszędzie powstają z ogromną szybkością podobne w całej Polsce pudełka z płaskimi dachami często ozdabiane szkiełkami czy lusterkami. Nie ma już drewnianych ścian, a w środku wszędzie podobne bibeloty ze sklepów ,,1001 drobiazgów", złocone i malowane w wisienki szklanki, różne krasnoludki i lalki, sztuczne, sztywne kwiaty, choć w ogródku są tak piękne świeże. Ta dokumentacja prawdy współczesnego człowieka, jego egzystencji, pokazuje przemiany społeczne, przemiany w sposobie myślenia i odczuwania estetycznego i sposobie konsumpcji. Widać to najbardziej przy zestawieniach wieś-miasto. Tu też jest całe bogactwo różnic urzędnik-rzemieślnik, naukowiec-artysta. Każdy niemal DOM jest dla mnie obrazem człowieka. Prowadzę do tego dość dokładną dokumentację. Ostatnio fotografowałam zanikające rzemiosła, zwłaszcza wiejskie: kowal, garncarz. Mój Zapis Socjologiczny to nie tylko wnętrza.
Do tego dochodzi mnóstwo innych cykli np. zdjęcia chat, domków, willi itd. Okna wiejskie od wewnątrz bardzo dekoracyjne. Cykl obecności Ojca Świętego (wydany został na ten temat album).
W 1988 roku byłam 12 dni w mały miasteczku francuskim Douchy. Udało mi się zebrać dość obszerną dokumentację, z której powstała wystawa "Zapis Socjologiczny 1988 Douchy". W 1989 roku byłam na Litwie i w Nowym Jorku, gdzie też zrobiłam dokumentację ludzi w ich domach. To dało mi bardzo dużo. Wszędzie ludzie są tacy sami, a jednak wnętrza ich domów pokazują różnice.
Rok temu zaczęłam nowy cykl. Mój Zapis jest udokumentowany. Postanowiłam mając dokładne dane wrócić do tych domów i tych ludzi. To było okrutne, czas jest nieubłagany i wszystko się zmienia. Umierają nie tylko ludzie, ale wraz z człowiekiem umiera dom. Giną nie tylko ludzie, ale też wszystko co ich otaczało. Tylko fotografia może zatrzymać czas. Tylko fotografia ma możność pokonania widma śmierci i to jest moja nieustająca walka ze śmiercią i przemijaniem.
Te moje wędrówki (bez auta) i spotkania z tak różnymi ludźmi są wciąż jednakowo fascynujące. Swoim aparatem zabieram od nich to co jest dla mnie cenne, zadziwiające i swoiście piękne i mam głęboką nadzieję, że tym przemówię też do innych w ten sposób oddając to, co sama przeżywam.
tekst został podyktowany przez artystkę, spisany przez Annę Kwiecień i wydany drukiem przez Muzeum w Gliwicach w 1993 r. przy okazji wystawy p.t. "Nieskończoność dalekich dróg. Zwykły Człowiek-portrety" (organizator wystawy Muzeum w Gliwicach, galeria gliwickiego Ratusza) |
Wiesław Głowacz
Zofia RYDET - szkice do portretu
Prekursorska wizja twórcza "ZAPISU SOCJOLOGICZNEGO" zawarta w kilkunastu tysiącach negatywów, światowy rozgłos i powszechne uznanie stawiają Zofię RYDET w rzędzie najwybitniejszych twórców polskiej fotografii artystycznej.
Śmiało można powiedzieć, że cała twórczość, dorobek teoretyczny i jego artystyczna materializacja jednej z największych polskich indywidualności sztuki fotograficznej stanowią od lat wartość nieoszacowaną.
Tym większa winna być i bez wątpienia jest satysfakcja środowisk twórczych Górnego Śląska, że właśnie tutaj, w Gliwicach, wielka pani Zofia, wielka talentem a urzekająca bezpośrednością spędziła większą część swego zawodowego życia.
Była integralną częścią gliwickiej artystycznej społeczności, stąd promieniowała JEJ osobowość na cały kraj, na liczne kręgi europejskiej sztuki, stąd prowadziły drogi pani Zofii w świat.
"NIESKOŃCZONOŚĆ DALEKICH DRÓG" - tutaj brała swój początek.
Twórczość, jej filozoficzna wykładnia, ów na nowo odczytywany ZAPIS SOCJOLOGICZNY tak wnikliwie opisany eseistycznie piórem Józefy Hennelowej w albumie "OBECNOŚĆ" - stanowią w tym roku przedmiot szczególnej uwagi.
Zarówno wystawa "Dokumentalistki - polskie fotografki XX wieku" jaka miała miejsce wiosną 2008-go roku w Narodowej Galerii Sztuki ZACHĘTA w Warszawie, jak Miesiąc Fotografii organizowany w Krakowie w maju tegoż roku 2008, za swój obowiązek uznały wyeksponowanie twórczości Zofii RYDET.
Środowiska twórcze Gliwic a zwłaszcza kręgi skupione przy Muzeum miały szczególny przywilej utrzymywania przez całe lata serdecznych kontaktów z Artystką.
Przekonywającą ilustrację trwających więzi stanowi zapis filmowy, dowód tak szczególnego zainteresowania jak świadomości rangi sztuki Zofii RYDET, zapis dokumentowany dwoma portretowymi szkicami których Bohaterką jest Zofia RYDET.
Wiesław Głowacz
Katowice 21.07.2008

Wiesław Głowacz o sobie
Z różnych form przedstawiania się na stronie internetowej wybieram formę listu, zatem:
Drogi Czytelniku!
Na zdjęciu obok widzisz mnie, człowieka, który swe zainteresowania dziennikarskie od lat skupia na kulturze, szeroko ją pojmując. Lata całe związały mnie z kamerą i filmem reporterskim, realizowanym dzięki Telewizji Katowice. Ośrodkowi TVP zawdzięczam podróże zagraniczne a to do Norwegii, Szwecji, Holandii, Niemiec, Czech, owocujące pozycjami reportażowymi z tych krajów. ŚLĄSK - jego twórcy, środowiska kulturalne, przeszłość odsłaniająca bogate odcienie historii, ogniskowały mą uwagę. Bardzo bliska jest mi kultura ludowa Beskidów, jej twórcy, góralska obyczajowość. Bliskie mi są zawsze sztuki plastyczne i tematyka muzealnictwa, nade wszystko osoby w tych kręgach tworzące, stąd przekorny tytuł cyklu programów "Duże sprawy - małych muzeów". Nawiązywane kontakty tworzyły serdeczne więzi, rodziły przyjaźnie wyzwalające klimat zaufania i chęci wypowiedzi przed kamerą. W tym nurcie opatrzonym tytułem "Portrety" zrodziły się dwie impresje o Zofii Rydet, wielkiej damie polskiej fotografii, prekursorce nurtu zwanego po dzień dzisiejszy zapisem socjologicznym, artystce, którą my, mieszkańcy Śląska się szczycimy. Moje prace prezentowane na antenie TVP Katowice i TV POLONIA znalazły uznanie w postaci przyznania mi w roku 2001 Nagrody imienia Karola Miarki.
Jeśli słowa tego listu zyskały Twoją, Drogi Czytelniku uwagę, zachęcam do odwiedzin we czwartek 16-go października o godzinie 17 Muzeum w Gliwicach - Willa Caro, gdzie na osobiste spotkanie czekać będzie
Wiesław Głowacz
|